NIezłomni drugiej linii - Kapelania Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie

Uniwersytecki Szpital Dziecięcy
w Krakowie
pw. NMP Nieustającej Pomocy
Rzymskokatolicka Kapelania
Przejdź do treści

NIezłomni drugiej linii

Artykuły / Wywiady: L. Szczepaniak > Wywiady
Niezłomni drugiej linii

  W niedzielę 29 lipca br. Program 1 Polskiego Radia wyemitował w ramach Familijnej Jedynki rozmowę z ks. Lucjanem Szczepaniakiem SCJ. Rozmowa była częścią programu na temat kapelanów od zadań specjalnych. Poniżej zapis rozmowy, którą przeprowadziła Agnieszka Trzeciakiewicz.
   - "Chciałem być żołnierzem, stałem się lekarzem. Ludzi miałem leczyć, zostałem księdzem. Braciom ulgę miałem nieść w cierpieniu, na wiejską parafię pojechałem. Kiedy tę pracę pokochałem, do klasztoru mnie wezwano. Z klasztoru – do szpitala dzieci. Dalszy ciąg już znacie… Cokolwiek zamierzyłem, stało się, ale zupełnie inaczej”. To fragment Księdza wiersza. Szpital dziecięcy – to trochę być żołnierzem na niełatwej placówce?
   - Nie spodziewałem się tego, że będę takim żołnierzem na takiej placówce pośród bezbronnych dzieci, które trzeba ratować, nieść im pomoc, chronić je. Pan Bóg tutaj okazał mi wielkie miłosierdzie i w sumie: zaufał mi. Dziękuje Mu za to, bo rzeczywiście chciałem być żołnierzem i nie za bardzo wiedziałem, co robić? Dziadek mój był doświadczonym żołnierzem, nie zawodowym wprawdzie, ale uczestniczył w pierwszej i drugiej wojnie światowej. Także ojciec przeszedł wojsko. Potem przyszła jednak myśl, że inaczej mam ratować, inaczej mam pomagać ludziom. To był dłuższy proces zrozumienia tego.
  - I stał się ksiądz lekarzem…
    - To stało się z wyboru. Jak nim zostałem, to zrobiłem jeszcze jeden schodek dalej: przyszedłem do profesora Jerzego Armaty do Kliniki Onkologii i Hematologii w Krakowie. Tam trafiłem już jako młody zakonnik, ale nie byłem jeszcze księdzem, studiowałem teologię.
   - A kiedy Ksiądz usłyszał, że profesor proponuje bycie kapelanem w takiej trudnej placówce, to…?
    - Przerastało mnie to, ponieważ ja nie wybrałem sobie tego szpitala, nie wybrałem też sobie posługi kapelana. To była odpowiedź z góry.
  - Do cierpienia i śmierci można się przyzwyczaić po tylu latach bycia na takim placu boju?
   - Nie. I bywa właściwie coraz trudniej, a wynika to z doświadczenia, bo kiedy jest się młodszym to człowiek myśli, że większość spraw może rozwiązać pozytywnie. Wraz z wiekiem i doświadczeniem przychodzą także te myśli i obrazy z przeszłości, gdzie nie zawsze udało się wszystko rozwiązać pozytywnie.
Cierpienia Bóg nie chciał na ziemi i ten, który służy Bogu i w Jego imieniu mówi i sprawuje sakramenty również nie może godzić się na cierpienie. To jest ta właśnie linia frontu, gdzie kapelan ma człowieka bronić. A jeżeli nie można już ochronić, to ma z nim trwać aż do samego końca tak, jak na froncie. I osłaniać tego człowieka, dokąd się tylko da w sposób naturalny, ale i nadprzyrodzony, przy pomocy tych wszystkich środków, w które wyposażony jest kapłan przez Kościół.
   - Napisał ksiądz w jednym ze swoich wierszy: „Anioł śmierci z sali wracał rozpaczą rodziców wzruszony. Na chwilę przystanął i do mnie powiedział: czy mi uwierzysz, że mam już tego dosyć”
   - Ten wiersz nie jest metaforą. To był zapis konkretnego zdarzenia. Była bardzo trudna operacja. Wypadek komunikacyjny. Zespół operacyjny pracował całe popołudnie i całą noc. A to zdarzenie miało miejsce nad ranem. Wyszedł lekarz, kolega, który był bardzo zmęczony. Przez chwilę rozmawialiśmy i właściwie to zapis naszej rozmowy. Też byłem zmęczony, ponieważ kiedy trwała operacja byłem z rodzicami dziecka na korytarzu i starałem się ich umocnić.
  - Czego oczekuje się w takiej chwili od kapelana na takim polu walki o życie, kiedy lekarze, pielęgniarki o to życie walczą?
   - Rodzice w pierwszej chwili oczekują, żeby uwolnić ich od cierpienia i żeby dokonał się cud, co może się zdarzyć, ale nie jest częste. Natomiast to, co mogę im zaofiarować, to bycie z nimi i chrześcijańskie znoszenie ich cierpienia, z godnością.
   - A te wszystkie dzieci, które odchodziły na Księdza rękach?
   - Na rękach to jest pewna przenośnia. Byłem przy większości dzieci, które odchodziły w szpitalu. Dziecko powinno odchodzić na rękach matki i ojca, choć pamiętam, jak nastoletni chłopiec odchodząc przy obecności rodziców wyciągnął ramiona, objął mnie i umarł. To się zdarzyło, ale są to sytuacje wyjątkowe. Staram się sobą nie zasłaniać Boga i rodziców.
- „Dzisiaj w szpitalu spotkałem śmierć zabierającą dziecko, matkę alkoholiczkę ciężko schorowanej dziewczynki, a chcę jeszcze dzisiaj się pomodlić. To ambitny plan. Czy jednak wystarczy siły?”
- Bywają takie dni, że na przykład przed południem jest dość spokojnie, a później zaczynają się bardzo trudne sytuacje i niebezpieczne dla zdrowia i życia dziecka, w których uczestniczę. Bywa, że dziecko odchodzi i czasem jest to ciąg zdarzeń i to dzieje się o każdej porze dnia i nocy. Trudno sobie wobec tego ułożyć jakiś plan dnia. Kiedyś napisałem taki wiersz „Moja bezsenna litania”, w którym wymieniłem chyba do stu dzieci, które potrafiłem nazwać po imieniu. Dzisiaj bym tego nie potrafił, ponieważ imiona dzieci doświadczających cierpienia często się powtarzają. Mam je jednak w swej pamięci i sercu. One są zawsze ze mną.
   Ten wiersz jest jak raport wojskowy, krótkie zapiski z pola walki, modlitwa, rozmowa z Bogiem i ze sobą oraz z tymi dziećmi i ich rodzicami.
    - Zawsze w cieniu, zawsze potrzebni tak samo kiedyś, jak i dziś – kapelani na niełatwych placówkach. Ksiądz Lucjan Szczepaniak, poeta i kapelan Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie Prokocimiu. Dziękujemy i życzymy siły, i jeszcze raz siły.
                                                                                       Rozmawiała: Agnieszka Trzeciakiewicz
Wysluchaj audycji:
----------------------------------------------
Redaktor Agnieszka Trzeciakiewicz prowadzi audycje muzyczne w Trójce Polskim Radiu (Muzyczne Rozmowy). Jest wydawcą poranków niedzielnych w PR Jedynka, autorką licznych cyklów o tematyce kulturowej i kulturalnej w PR Jedynce i reportaży do PR Dwójki. Prowadziła warsztaty i zespoły teatralne, realizowała wakacyjne warsztaty dziennikarskie dla studentów (Warszawa, Kraków, Lublin), współpracuje z licznymi wydawnictwami .

(Tekst opracował ks. Andrzej Sawulski SCJ: http://www.eccenewscor.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=429&Itemid=101)

Wróć do spisu treści